Ślina ma dziś smak gorzki, bo wszystkie
moje myśli mają formę kultowego wiersza Podsiadło i przez większą część czasu o
wiele prościej byłoby mi opisać swój stan wulgaryzmami. Ale też prymitywniej.
Mam bardzo prymitywne myśli. I zdaje się, że wcale nie jest dobrze, a nawet
jest całkiem źle, bo mam tu same braki, a usilne wypełnianie ich z zasady kończy
się pogłębieniem wewnętrznego paraliżu. Chryste, odczuwam przewlekłą tępotę
umysłu i stała się ona moją personalną impotencją do działania. Zacznę
tłumaczyć się słowami - słowa ograniczają, kolego - ale co jeśli to jedynie
przejaw tego, że nie mam już nic do zaoferowania? A czasami i myślę, że
przestało mi całkowicie zależeć na konfrontacji z rzeczywistością. Trochę z tym
kłopotu, nikt nie zamierza mi odpuścić. Dawniej oczekiwałam agresji w akcie,
rwanych w przedranku włosów z czubka głowy, jakieś to wtedy bardziej prawdziwe się
wydawało. Dziś mam ochotę krzyknąć „Graj, graj piękna Cyganko!”, ale Rzym nie
chce płonąć i nic już w ogóle nie chce.
Nie da rady, nie mogę być
już na etapie czytania "Dzieci z Bullerbyn" Astrid Lindgren i
"Wiedźm" Roalda Dahla. I tak bardzo chciałabym Cię jeszcze nie
poznać, Holdenie.